logo

piątek, 30 czerwca 2017

#1 Małe, duże zmiany

– Dobra, dziewczyny, jesteście gotowe? – To pytanie retoryczne, ale i tak odpowiadają chórem wf'istce. Kobieta mająca może ze trzydzieści lat i swoją drogą również niesamowite poczucie humoru włącza odtwarzacz, który zaraz rozprowadza falą po sali „please don't stop the music" Rihanny.
– Na trzy. – Krzyczy i ustawia się na czele grupki dziewcząt zebranych w dwóch równiutkich rzędach przed ogromnym lustrem. – Raz i dwa, i trzy!
Uczennice równo niczym żołnierze na musztrze ruszają się w rytm muzyki. Często mamy aerobic na wf'ie, bo to bardziej kobiece zajęcie od gry w piłkę nożną czy ręczną, no i oczywiście ładnie wyrzeźbia ciało, a o tym marzy każda z nas. Chłopacy są za to zwykle torturowani siłownią i biegami długodystansowymi, współczuję im. Nienawidzę biegać.
Ja oczywiście siedzę z boku sali na stepie. Zaraz, zaraz... Oczywiście?! Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałam. Może i teraz jest to oczywiste, ale gdyby ktoś powiedział mi to jeszcze miesiąc temu, zaśmiałabym mu się w twarz.
Miesiąc temu, przed tym cholernym wypadkiem taniec i sport były całym moim życiem od kiedy skończyłam pięć lat. Najpierw był balet, potem różne inne style tańca. Uczyłam się każdego rodzaju, jaki kiedykolwiek został stworzony, a potem... Potem poznałam swoją drugą miłość – jazdę na łyżwach. Ćwiczyłam codziennie po kilka godzin przez lata. Wypruwałam flaki, żeby być jak najlepszą, olewałam szkołę, ludzi wokół mnie. Nie liczyło się dla mnie nic. Tylko pasja.
Trenowałam zawsze, w zdrowiu i w chorobie, z drużyną i w samotności. Bez wyjątków. I przeholowałam. Za bardzo forsowałam swoje ciało, wykopałam sobie grób, strzeliłam w kolano, nazwij to jak chcesz.
Moim największym marzeniem od dziecka było zostanie sławną tancerką i choreografką. Żyłam tańcem, a w zeszłym miesiącu umarłam.
Nadwyrężone kości i stawy zawiodły a pęknięty talerz biodrowy zaprzepaścił szansę na spełnienie dziecięcych marzeń. Już nigdy nie zatańczę, wiem to i właśnie ta wiedza zabija mnie od środka dziesiątki razy każdego dnia. Nawet chodzenie sprawia mi ogromny ból. Lekarz powiedział, że to się „rozchodzi", ale już nigdy nie będę mogła tańczyć. Nie bez późniejszych poważnych powikłań.
Ostatnia piosenka z playlisty dobiega końca, a profesorka pozwala nam iść do szatni. Zawsze wypuszcza nas mniej więcej siedem minut przed dzwonkiem, żebyśmy miały czas się przebrać jeszcze przed dzwonkiem na przerwę. Chłopacy z naszej klasy nie mają tyle szczęścia i zwykle spóźniają się kilka minut na każdą lekcję po wychowaniu fizycznym, za co dostają niezły opieprz.
Teraz czas na wychowawczą – ostatnią lekcją przed jutrzejszą wigilią klasową i moim wyjazdem. Tak, dobrze słyszycie. Zaraz po świętach udaję się w podróż po świecie. Moim celem jest odległe o całe sześć tysięcy sześćset dziewięćdziesiąt dwa kilometry i sześć stref czasowych Toronto. To miasto jeszcze jakiś czas temu miało mi pomóc w spełnianiu marzeń, poznawaniu nowych ludzi, szlifowaniu języka i ogólnie w podboju świata. Strasznie nakręciłam się na tę wymianę uczniowską, błagałam rodziców prawie półroku, by puścili swoją jedyną córeczkę samą w świat, pełen okropieństw i niebezpieczeństw, aż w końcu mieli dość zawracania głowy i zgodzili się podpisać, co trzeba, by ich pierworodna mogła być szczęśliwa i z powodzeniem uczyć się angielskiego, który jest językiem przyszłości. To były argumenty, które przechyliły szalę zwycięstwa na moją stronę. Kiedyś zrobiłabym dosłownie wszystko, by móc wyjechać. A teraz? Teraz jest to dla mnie przekleństwo, ale... W sumie to jeden pies. Żadne miejsce nie sprawi, że będę jeszcze bardziej załamana, może ten wyjazd jednak dobrze mi zrobi? Jak dotąd sądziłam, że w Toronto będą prześladować mnie wspomnienia i przykre myśli dotyczące tego, w jaki sposób spaprałam sobie życie. Bo w końcu miało to być miasto moich marzeń, tymczasem myśli podpowiadają mi, że będą mnie tam prześladować wizje o tym, że wyjechałam tu w celu, którego nigdy nie uda mi się osiągnąć, a winić mogę za to tylko swoją głupotę i nadmiar ambicji. Tymczasem chyba właśnie doznałam olśnienia i nowej, ledwie widocznej w ogarniętym mrokiem umyśle iskierki nadziei. W rodzinnym mieście muszę zmierzać się z innymi demonami. Z ludźmi, którzy szczycą się moim nieszczęściem, korzystają z niego samemu wybijając się na szczyt. Ze spojrzeniami pełnymi łaski i kpiącymi uśmieszkami, docinkami związanymi z moją osobą.
–Hej, Kleo, idziesz z nami na hot-dogi? – Natalie, obecnie moja fałszywa do bólu przyjaciółeczka jak zwykle po wf'ie chce iść do sklepiku po odgrzaną w starej jak świat mikrofalówce parówkę z cebulką. Kiedyś normalnie bym z nią poszła, ale ostatnio coraz bardziej pokazuje mi, że nie warto zadawać się z jej dwulicową mordką. Nie okazała mi ani odrobiny wsparcia, nie pomogła. Potrafiła za to publicznie wyśmiać i zrobić ze mnie ofiarę losu.
Poznałyśmy się na początku zeszłego roku. Wydawała się w porządku, nawet bardzo, ale z czasem...
– Nie tym razem, muszę iść jeszcze do sekretariatu. – zbywam ją i odgarniam od siebie wspomnienia.
– Idziesz ze mną? To chodź – odzywam się do Stefki i ruszam w przeciwną stronę. Nie czekałam na odpowiedź mulatki. Wiedziałam, że za mną pójdzie, ona też ma już po wyżej uszu egoistycznego zachowania blondynki.
– Dlaczego ty mnie z nią zostawiasz, misia? –wzdycha. Wyczuwam w jej głosie delikatny żal.
– Gdybym tylko wiedziała, jak potoczy się moje życie, to przysięgam, że popełniłabym samobójstwo zaraz po wypadku. – Pokazuję jej język dla żartu, chociaż nie do końca było mi do śmiechu. Ani wtedy ani w żadnej innej sekundzie mojego życia. Ale naprawdę współczuję mojej przyjaciółce. Nieustanne znoszenie towarzystwa tej aroganckiej i zapatrzonej w siebie lasi było do bani!
– Będę tęsknić. – Przytuliła mnie.
– Ja też. – powiedziałam zgodnie z prawdą. – Zwłaszcza za naszymi występami.
Tańczenie z mulatką było najfajniejszym zajęciem pod słońcem. A teraz już nigdy nie zatańczę. Ani z nią ani z nikim innym, nie zrobię kariery i nie znajdę pocieszenia w ramionach ukochanej przyjaciółki, ani nawet potencjalnego chłopaka, bo wyjeżdżam na całe pół roku do obcego kraju mieszkać wśród obcych ludzi. Super. Zaskakujące jak może zmienić się nastawienie człowieka w ciągu zaledwie kilku chwil.     
* * *
Hej, hej, hej, kochani czytelnicy!
Z tej strony Winter Blackrose.
Mam nadzieję, że pierwszy rozdział Wam się spodobał i będziecie mieli ochotę częściej mnie odwiedzać.
Jeśli chcecie zostawcie niżej swoją opinię czy uwagi ;) Tymczasem żegnam Was i do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz